Lista atrtykułów

Wsparcie USA – podzięka RP

Sto lat temu Polacy zyskali oparcie w mocarstwie zamorskim – gdy wcześniej nie mogli liczyć nawet na państwa europejskie. Samodzielny byt Rzeczpospolitej dla Europy nie był oczywistością, dla Ameryki stał się geopolitycznym postulatem. Postawa przywódców Stanów Zjednoczonych na przełomie 1917/18 roku oznaczała dla Polski akt dziejowej sprawiedliwości – odzyskanie wolności, wywalczane własnymi siłami, lecz niemożliwe do osiągnięcia w odosobnieniu. Głos z Waszyngtonu wzmocnił nas w marszu ku niepodległości.

To był wielki dar. Stany Zjednoczone nie tylko uznały podczas I wojny światowej polską państwowość za warunek pokojowego ładu w Europie, ale też po nastaniu II RP (1919–22) udzieliły jej solidnego wsparcia materialnego. W zasadzie o tym pamiętamy, honorując Woodrowa Wilsona i Herberta Hoovera, ale już najbliższy współpracownik Prezydenta Wilsona – Edward Mandell House, odgrywający wówczas w sprawie polskiej kluczową rolę – pozostaje w Polsce nieznany.

Nasza historia mogła potoczyć się gorzej. Bez stanowczego postulatu USA granice państwa polskiego raczej nie przypominałyby tych uzyskanych w Wersalu. Porażająca nędza zniszczonego przez wojnę kraju, niezłagodzona przez amerykańskie dostawy, mogłaby załamać odradzającą się niepodległość. W tym kontekście Ignacy Jan Paderewski, stający w czasie wojny przed Amerykanami i z oddaniem mówiący o wskrzeszaniu państwa, jawił się jako wysłannik przyjaznej, otwartej na świat Ojczyzny – zdołał pozyskać sprzymierzeńców.

Jak bardzo Polacy byli wdzięczni Amerykanom, pokazała 150. rocznica deklaracji niepodległości USA. Jubileusz ten – 4 lipca 1926 – wypadł w momencie dla Rzeczpospolitej fatalnym. Niecałe dwa miesiące po przewrocie majowym, brutalnym zamachu stanu Józefa Piłsudskiego, spolaryzowane społeczeństwo gotowe było jednak pokłonić się zbiorowo Ameryce. Między kwietniem a lipcem 1926 zebrano w całym kraju 5,5 miliona podpisów pod Deklaracją Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych.

Rozedrgana, pogrążona w politycznym zamęcie Polska potrafiła stworzyć dokument unikatowy, nie tylko w relacjach polsko-amerykańskich. Delegacja RP zawiozła do Waszyngtonu 111 tomów z ponad 30 tysiącami stron, gdzie podpisy – od najwyższych władz państwowych po najmłodsze piszące dzieci – opatrzone były grafikami wybitnych polskich plastyków. Oryginał, złożony w Bibliotece Kongresu USA i traktowany tam jako cymelium, zniknął z czasem z pamięci Polaków, a także z dyplomatycznych relacji obu krajów.

Te 5,5 miliona obywateli, Polaków, a także Żydów czy Ukraińców, to blisko 20 procent ludności kraju w 1926 roku (liczni z nas mają wśród podpisanych swoich przodków). Wewnątrz II RP powstał swoisty zbiorowy portret społeczeństwa: życzliwego „obcym”. Dzisiaj – w warunkach III RP – możemy skonfrontować go z obrazem współczesnym.

Obecna Rzeczpospolita, państwo niepodległe, od kilkunastu lat trwa w międzynarodowej federacji oraz sojuszu gwarantującym nam bezpieczeństwo. Uzyskawszy tym razem mocne wsparcie od Europy, zdajemy się jednak tracić odruch wdzięczności wobec najbliższych nawet sojuszników. Mamy właśnie – dzięki 100. rocznicy – okazję, by zastanowić się, jak postępowaliśmy w całym stuleciu z odzyskaną w 1918 roku niepodległością: co ją wzmacniało, a co niszczyło. Osamotnieni przegrywaliśmy. Tak ważna okazuje się gotowość do przyjaźni i podziwu dla innych.

Zbigniew Gluza

Wstęp „Karta” 92/2017

 

Kategoria

Lista atrtykułów